20 września 2015

Miks...

To, co ostatnio czynię non stop :) Ot, uroki długotrwałego chorobowego.
Mrożona kawa, pianka wyjęta z lodówki... Pycha! :)
Niemąż dokarmia ;)
"Tania" książka, po 10 zł sztuka (InterMarche)
Moje nieba...
Pierwszy wieczór w Jaśle. Gadamy, śmiejemy się, piwkujemy... :)
Redds'ik z Niemężem :)  (Al Capone, Jasło)
Rozpusta! Kebabowe pierożki Teściowej :)
Nowa, niemal codzienna, jasielska tradycja- kawa i pogaduchy z Kate :) :*
Moja pierwsza oryginalna Bubble Tea. Pyszna! (Galeria Rzeszów, Rzeszów)
Taka o woda ;) I bohater drugiego planu :) (kotlina, Jasło)
Wieczorny spacer, zachód słońca, przyjaciele, Jasło... <3
Niezbędne zakupy :) (księgarnia Nova, Jasło)
Zestaw idealny + Niemąż :* (Al Capone, Jasło)
Idealne popołudnie :) (Jasło)
Powrót do domu... :(
Nałóg ma się dobrze :)
Kawa czy herbata? To i to! :)
Wreszcie mam! Pierwsze, ale nie ostatnie, cotton ball :)
I ich zastosowanie.
Sezon na wielkie, gorące herbaty rozpoczęty.
Ponad rok na nią polowałam, aż upolowałam. Wreszcie moja! :) (Zara)
Sałatka wg przepisu Kate :*
Drobne przyjemnostki dnia codziennego :)
Olympea Paco Rabanne. Jest miłość! ;)
Moje kolejne Sephora Box. Liczę na następne edycje :)
Zawartość sephorowego pudełka...
Nowe na półce :)
Jesień nadchodzi...

19 września 2015

"Aminata. Siła miłości" Lawrence Hill

W czasie mojego majowego pobytu w szpitalu, moja sąsiadka z łóżka obok poleciała mi serial "Aminata", który ówcześnie w piątki emitowała TVP. I tak się weń wciągnęłam, że kontynuowałam jego oglądanie po powrocie do domu. Serial był świetnie zrealizowany, wciągający, a opowiadał o losach pewnej murzyńskiej kobiety i jej pobratymców i liczył bodajże sześć odcinków. Żałowałam, że tak szybko się skończył, bo był wyjątkowo dobry i interesujący. Jakaż była moja radość, gdy na stronie pewnego wydawnictwa  przeczytałam zapowiedź książki o tym samym tytule...
Książkę ową niezwłocznie nabyłam i przeczytałam z nieukrywaną i ogromną przyjemnością. Główną bohaterką książki (i oczywiście serialu) jest Aminata Diallo, której losy możemy śledzić od jej narodzin w drugiej połowie XVIII w. aż do późnej starości. Narratorką powieści jest sama Aminata, która spisuje swoje losy dla potomnych, tworząc fascynującą i obfitującą w wydarzenia historię. Opowiada m.in. o tym, jak to w wieku jedenastu lat została porwana ze swej rodzinnej wioski, sprzedana jako niewolnica plantatorowi indygo, o Chekurze, swoim przyjacielu, towarzyszu niedoli i wreszcie mężu, o ucieczce z niewoli, o utracie dwojga ukochanych dzieci, o wiecznej tułaczce i poniewierce, o chwilach radości (nielicznych) i chwilach rozpaczy, o ogromie nieszczęścia, głodu i biedy na świecie, o znalezieniu wytchnienia w Anglii, odzyskaniu córki, ale też o sile i potędze miłości, przyjaźni, niezłomności, wiecznej walce... Nie wspomnę już o ogromie postaci i wydarzeń historycznych (będących w dużej mierze wytworem niebywałej wyobraźni autora książki, ale inspirowanych prawdziwymi zdarzeniami). A wszystko to napisane językiem barwnym, plastycznym, obfitującym w szczegółowe i drobiazgowe opisy. Do tego czyta się tę książkę fantastycznie. Jest tak niesamowicie wciągająca i fascynująca, że kolejne strony znikają w mgnieniu oka. Sama nie wiem, kiedy skończyłam ją czytać... Na okładce widnieje: "(...) Lawrence'owi Hillowi udało się stworzyć trzymającą w napięciu i boleśnie prawdziwą opowieść o niezłomnej kobiecie- wstrząsające, zapierające dech w piersiach arcydzieło." A kawałek dalej: "Powieść Hilla zdumiewa swym pięknem i głębokim szacunkiem dla człowieczeństwa. To jedna z tych nielicznych książek, które sprawiają, że czytelnik zatapia się w niej bez pamięci". I wszystko to prawda. Nie ma słów, które mogłyby podsumować jak wybitna i znakomita to lektura. Koniecznie polecam ją uwadze czytających. Najwyższa literacka klasa.
L. Hill, Aminata. Siła miłości. Wyd. Black Publishing, Wołowiec 2015, s. 534

18 września 2015

Jasło/Sanok

Jak każdego (przynajmniej od kilku lat) lata, tak i w tym udaliśmy się z Niemężem w Jego rodzinne strony. Teoretycznie moglibyśmy ruszyć na urlop gdziekolwiek indziej, ale przychodzi kolejne lato i oczywistym jest, że tylko Jasło i nic innego nie wchodzi w grę. Mamy tam rodzinę mojego P., przyjaciół, znajomych i oswojone miejsca, które obowiązkowo odwiedzamy podczas każdego pobytu. Dla mnie to "inny" (nie zawaham się użyć- lepszy) świat i po prostu uwielbiam tam być. Jasło, Kraków, Rzeszów, podkarpacie... Mogłabym tam żyć. Może kiedyś... :-) Tymczasem kilka letnich zdjęć z tego roku. 
Dworzec Krzyż Wlkp. To jeszcze "moje" rodzinne strony, ale już za chwilę je opuścimy...


Wsiadamy w Krzyżu, wysiadamy w Dębicy. To jedynie 740 km... (zdjęcie z drogi powrotnej)
Już na miejscu. Kocham ten widok z okna, kocham tam być... :)

Wycieczka do Sanoka. Wojak Szwejk wita... :)
 
I jego knajpa ;)
Sanocki rynek


Panorama Sanoka
Zbigniew Beksiński. Wielki artysta urodzony w Sanoku.

I jedno z jego dzieł. Malarz w testamencie zapisał swoje dzieła Muzeum Historycznemu w Sanoku i to właśnie tu można zobaczyć ich największy zbiór. Coś niesamowitego!
Zamek królewski i Muzeum Historyczne jednocześnie.
Gdzieś na zamku...
San przepływający przez Sanok.
Taka ciekawostka ;)
Było coś dla ducha, było coś dla ciała ;-) Sanok, NoBo Cafe
Pożegnalna kawa i w drogę... Do Jasła :)
Rynek w Jaśle
Jeden z zachodów słońca na kotlinie...
Jasło nocą
Piękny pożegnalny spacer z przyjaciółmi ;*

Do zobaczenia w przyszłym roku. Obowiązkowo!!! :-)