26 października 2014

Miks...

Wracam. Na początek z miksem zdjęć :) W pierwszej części jeszcze te wakacyjne, z wrześniowego wypoczynku na Podkarpaciu. Część druga- drobiazgi dnia codziennego z kilku ostatnich dni. Zapraszam :)
Wakacyjna rozpusta :>
Zachód słońca na Kotlinie...
 
Jasło. Widok na osiedle Niemęża i nasza codzienna trasa "do miasta"...

Piękny park jasielski...
"Człowiek nie wielbłąd..." ;) 
Jasielski rynek
Zagadka: znajdź Niemęża... ;)
I jeszcze trochę rozpusty... 
I jeszcze...
Kościółek w Kątach 
W drodze na górę Grzywacką

Rzeszów 
Pomnik Tadeusza Nalepy



Rzeszowski rynek...
Słynny pomnik ;)
Lodom póki co już dziękujemy...
... za to sezon na gorącą herbatę w każdej ilości uważam za otwarty
Niesamowicie przyjemna lektura na jesienną słotę :)
Ogromna kawa! Uwielbiam! :))) 
Aktualnie czytam...
A nie mówiłam, że PiP to zły sklep? ;)
Koncert Grave i Entombed. Poznań, Eskulap
Kolejny przebój Chloe :)
 Nowe kubki :)
"Zapasy" na jesień, zimę i... kolejne miesiące... 
... i te też! :)))

26 września 2014

"Furia" Salman Rushdie

Wciąż się jeszcze "urlopuję" i korzystam z ostatnich dni laby i nie planowałam nic pisać, ale że udało mi się dopchać do komputera (mój laptop został w domu, Niemąż ślepi na jakiś mecz ;) i przeczytałam drugą wakacyjną pozycję, to i skreślę o niej słów kilka... To druga z trzech (obok "Gorzko"B. Kosmowskiej i "Odcieni miłości" A. Munro) książek, jakie kupiłam podczas urlopu. Mowa o "Furii" Salman'a Rushdie. Nie miałam w planach jej kupna, bo zwyczajnie umknęła mi notatka o jej premierze, ale wpadła mi w ręce podczas wizyty w małej, ale przytulnej i świetnie zaopatrzonej księgarni Nova w Jaśle (którą notabene polecam i zamierzam jeszcze kiedyś odwiedzić).
Od razu rzuciło mi się w oczy nazwisko autora, piękne wydanie Rebisa oraz świetna okładka i to mi wystarczyło, żeby tę właśnie książkę kupić i przeczytać. Nazwisko Rushdie z pewnością znane jest każdemu czytającemu i "marką samą w sobie" (pisarz utalentowany, utytułowany, wielokrotnie nagradzany, m.in. Nagrodami Bookera, a jego najsłynniejsze dzieło to "Szatańskie wersety", które wywołały ogromne kontrowersje wśród muzułmanów, łącznie z nałożeniem na Rushdie'go fatwy, czyli wyroku skazującego na śmierć). Czyli nazwisko świetne, a do tego zachęcający opis książki. Notatka na okładce mówi, że Furia to dzieło kipiące energią- bezlitosna, bardzo czarna komedia, a zarazem głębokie studium najciemniejszej strony ludzkiej natury i historia miłosna o hipnotycznej sile. To także zadziwiający portret Nowego Jorku. Czy potrzeba lepszej rekomendacji? Według mnie lepiej być nie może! A co dostajemy faktycznie...
Zacznę od tego, że "Furia" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Salman'a Rushdie i zupełnie nie miałam co do niego oczekiwań. Sięgnęłam po książkę z ciekawością i delikatnym podekscytowaniem. Początek bardzo obiecujący! Główny bohater to profesor i utalentowany twórca lalek Malik Solanka, który pewnego dnia porzuca swoją rodzinę i ucieka od niej do Nowego Jorku. Tłumaczy to furią i obawami o zdrowie, a wręcz życie swoich najbliższych, które to grożą im z jego własnych rąk. I rzeczywiście, ma pewne powody, by obawiać się o żonę i synka, o czym przekonamy się w dalszej części książki. Co ponadto? Sporo polskich odniesień (polskie nazwiska, Polacy na emigracji, polscy twórcy tj. Miłosz czy Lem), mnóstwo filmów, seriali i muzyki współczesnej, które wszyscy skądś znamy, zapętlenia treści, niemały chaos, interesujące i dosadne opisy nowojorczyków i ich fobii i dziwactw, kilka faktów z życia NY, "po drodze" tajemnicze morderstwa, ciemne strony życia i osobowości bohaterów... Ufff... Sporo tego! Po pierwszym zadowoleniu z nowej książki i przyjemności jej czytania, nastąpił u mnie spadek entuzjazmu i zwątpienie, czy to pozycja dla mnie. Pojawiły się w "Furii" wątki nieprawdopodobne, bajkowe, a tego nie lubię i staram się unikać. Pod koniec książki nie byłam pewna, co mogłoby wydarzyć się rzeczywiście, a co było kompletną bujdą... Gdybym wcześniej wiedziała, czego po "Furii" się spodziewać, to bym po nią nie sięgnęła. Jest tyle świetnych rzeczy do przeczytania, a ta do nich, niestety, nie należy. Trudno. Skoro ją kupiłam- przeczytałam... 
Nic specjalnego z tej lektury nie zaczerpnęłam, no chyba że wątpliwości czy sięgać po kolejne książki autorstwa Rushdie'go. Bo co jeśli wszystkie jego książki są w podobnym tonie, a ten zupełnie mi nie odpowiada? W domu mam jego "Dzieci północy" i je przeczytam na pewno, zastanawiam się nad "Wstydem", "Ostatnim westchnieniem Maura", a zwłaszcza nad "Szatańskimi wersetami", które mają tak skrajne opinie (od zachwytu do totalnego zmiażdżenia). Może ktoś coś w tym temacie? W tym momencie skłaniam się jednak do przekonania, że się z panem Rushdie nie polubimy... "Furii" nie polecam, wręcz odradzam- szkoda na nią czasu... 
S. Rushdie, Furia, Wyd. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2014, s. 287

BONUS
We wspomnianej księgarni Nova w Jaśle znalazłam cudowności firmy ilustris, jakich nie widziałam nigdzie indziej. "Wyniosłam" zeń świetną torbę i zakładki do książek (chciałabym wszystkie, czyli z dziesięć, ale karcący wzrok Niemęża zredukował ich liczbę do sześciu ;). Może jeszcze uda się zdobyć kubeczek... ;)

18 września 2014

"Gorzko" Barbara Kosmowska

Wiem, że miało już być w miarę "normalnie" i regularnie, ale jeszcze przez chwilę nie będzie ;) Co prawda kilka spraw życiowych ogarnęłam, kilka kolejnych jest "w trakcie", a to najbardziej zakłócało mi prowadzenie bloga, ale aktualnie jestem na urlopie, a ten również nie sprzyja blogowaniu. Owszem, czytam non stop i mam już sporo nowych zdjęć, ale zajmę się nimi po powrocie do domu. Tymczasem jestem na Podkarpaciu, skąd Niemąż mój pochodzi i czerpię, ile wlezie z czasu wolnego, słonecznej pogody, ciepła oraz pięknych okolic i spotkań, na które czeka się cały rok...
"Pretekstem" do napisania tego posta jest książka, którą właśnie przeczytałam. Uznałam, że warto wspomnieć o niej kilka słów...
Tę książkę kupiłam następnego dnia po przyjeździe i łapczywie zabrałam się za czytanie. Przewidywałam, że to będzie dobra rzecz. I nie myliłam się... Nie mam obecnie nadmiernie rozbudowanej weny twórczej, więc będzie raczej krótko i esencjonalnie. Od razu zaznaczę, że zupełnie nie jest to typowo wakacyjno-urlopowa pozycja, której celem nadrzędnym jest dostarczenie rozrywki i przyjemnego relaksu czytającemu. A ponieważ z zasady nie ulegam modom i masowym gustom, uznałam, że ta właśnie książka będzie świetna do czytania podczas urlopu. "Gorzko" jest bardzo dobrą, mocno życiową i osadzoną blisko każdego z nas historią Teresy, która z małego Miasteczka wyrywa się do Miasta z nadzieją na lepsze i pełniejsze życie. I w pewnym sensie jej się to udaje. Po drodze wzloty, upadki, rozczarowania, dramaty, rzadziej dobre chwile i drobiny szczęścia. Losy Teresy przeplatają się z losami jej babki, z pochodzenia arystokratki, co jest dodatkowym walorem książki. Generalnie jednak jest... gorzko. Autorka idealnie i wyjątkowo trafnie zatytułowała swoją książkę. Zdecydowanie więcej w niej gorzkości, a nawet goryczy, niż słodyczy. A mimo to czyta się bardzo dobrze, z zaciekawieniem, dość lekko i szybko. Podświadomie czekałam, aż los głównej bohaterki wreszcie się odmieni, bo przecież nie może być tylko źle, a po złych nadchodzą dobre chwile... Jak było, nie zdradzę. Natomiast polecę tę książkę uwadze tym, którzy (jak ja) lubują się w dobrej, obyczajowej literaturze. Wiele momentów z "Gorzko" możemy dopasować do siebie, swoich bliskich, znajomych...
Dodam jeszcze, że książkę Barbary Kosmowskiej wydano w świetnej serii "z miotłą" wydawnictwa W.A.B. Dla mnie to dodatkowa rekomendacja, bo sporo pozycji z tej serii już przeczytałam, a jeszcze więcej posiadam i przeczytam w przyszłości. Pokrewna "Gorzko" i z tej samej serii jest książka Joanny Fabickiej "Second Hand" czy "Szopka" Zośki Papużanki (z serii "nowa proza polska" wydawnictwa Świat Książki). Obydwie równie dobre i warte poznania, do czego zachęcam.
B. Kosmowska, Gorzko, Wyd. W.A.B., Warszawa 2014, s.350

17 sierpnia 2014

Miks...

Wiem, że (ponoć) winny się tłumaczy... Ale skrobnę kilka słów wyjaśnienia rzeszy zaglądających tu czytelników ;), gdyż cisza, jaka zaległa w tym miejscu ma swoje uzasadnienie. Zajęte weekendy, pomieszkiwanie z rodzinką i mało komfortowe warunki na blogowanie, utrudniony dostęp do kompa czy wreszcie liczne "najazdy" gości skutkowały tym, że dużo mniej czytałam, notowałam, fotografowałam. Ten wpis jest jednak (jak sądzę) zwiastunem tego, że powoli wracam do normalności i zacznę pojawiać się na blogu regularniej i z sensowną treścią. Dziś zaledwie miks. Ale miks ten będzie ogromny i zastanawiałam się, czy nie podzielić go na dwie części... Doszłam jednak do wniosku, ze 15 minut czasu i kubek kawy pozwolą go Wam ogarnąć ;) Aha, jeszcze coś! Założyłam wreszcie konto na Instagramie (KLIK ), który rzeczywiście wciąga i zapraszam do zaglądania i tam :)

Śniadaniowo 
Tego lata pachnę Limon Verde
Bo Freitag miał wolne... ;)

Zakupy ze strony: książka w mieście
Metr kanapków ;)
Siostry Chloe...
Teraz czytam
Zakupowo...
Zdobycze z Sephory
Nowości w pielęgnacji
Na kawce w nowym domu Sis :)
Nowe :)
Bananowe lody z Lidla wymiatają!
Kilka kolejnych zdjęć powstało w moim mieście (Gorzowie Wlkp) przy okazji oprowadzania po nim gości...
Katedra
Studnia czarownic
Mój ulubiony mural
Bronisława Wajs Papusza, cygańska poetka
Pozostałości murów obronnych

 
Artyści związani z Gorzowem: na pierwszym planie Jan Korcz, w tle Ernst Henseler
Na barce "Królowa Jadwiga"
Plaża w mieście ;)
Nimfy wodne
Plac katedralny i fontanna z bamberką

Kaczki synchroniczne ;)
Park Róż
I jeszcze kilka zdjęć z Kołobrzegu, w którym spędziliśmy ubiegły weekend...
Wiatraki? To już niedaleko do morza... ;)

Żelazny zestaw nadmorski: mrożona kawa i goferek :)
Zimne piwo na gorącej plaży... Laba!
Widok na panoramę Kołobrzegu z 12tego piętra kawiarni "Widokówka"
I specjały, jakie "Widokówka" oferuje :)












Uffff... Dotrwaliście do końca? Gratuluję i dziękuję za uwagę. Mogę też obiecać, że to ostatni taki gigantyczny miks. Kolejne już będą "normalne". Zapraszam :)